2021
- Tatusiu, dlaczego inne dzieci odbierają mamusie, a mnie Ty? Gdzie jest mama?
Joshua ciężej odetchnął, kiedy usłyszał te pytania od swojej pięcioletniej córeczki. Przykucnął, chwytając jej nóżkę w dłonie, aby zdjąć z nich trampki. W głowie miał istny mętlik.
Przecież Lenka jest za mała, żeby zrozumieć tę tragedię, jaką Kimmich przeżywał pięć lat temu. Dziecko nie rozumie jeszcze wielu rzeczy. Ale odczuwa brak kobiecej ręki. Mimo tego, iż Debora była na każde jej skinienie, nie gwarantowała dziewczynce tego samego, co mogła przekazać jej matka. A Joshua nie umiał poczuć do żadnej innej kobiety tego, co czuł do panny Klein.
- Mamusia jest na górze, z aniołkami - odpowiedział niepewnie, zerkając na dziecko z dołu. Dziewczynka patrzyła się na niego swoimi dużymi, niebieskimi oczkami, analizując po swojemu tę wypowiedź.
- Dlaczego nie ma jej tu? - nie był gotowy na takie pytania. Szczególnie w tym miejscu, nie w tym życiu, nie teraz. Powrót do wydarzeń z tamtego okresu był dla niego jak strzał w kolano.
Jak miał jej powiedzieć, aby nie zadawała więcej niepotrzebnych pytań? Ku uciesze Kimmicha na odsiecz przyszło jedno z dzieci, z jakimi na co dzień obcowała mała.
- Lena, przyjdziesz później do mnie? - spytała Vicky, jej koleżanka z grupy. Pięciolatka spojrzała znacząco na ojca.
- Jasne, porozmawiam z Twoją mamą, dobrze?
Odpowiedział pospiesznie, aby dziecko nie nurtowało go pytaniami, na które nie jest w stanie udzielić odpowiedzi. Jednakże wiedział, że od nich nie ucieknie.
2026
Joshua wraz z dziesięcioletnią Leną odwiedzał cmentarz. Dziewczynka dzielnie pomagała ojcu sprzątać mogiłę jej matki, kiedy...
- Tatusiu, kto to Leon?
Odetchnął ciężej, znów zbierając myśli. Jak mała w miarę, po swojemu oczywiście, zrozumiała, gdzie jej mama... Tak pominął losy małego chłopca, który nigdy nie nabrał pierwszego oddechu, nie wydał z siebie żadnego dźwięku... Który nawet nie był w stanie ujrzeć tego świata.
- Leon to Twój braciszek, słońce. Jest na górze, razem z mamą.
- Czemu wcześniej nic o nim nie słyszałam? Nigdy nie widziałam?
- Leon „poszedł” z mamą, a Ty zostałaś ze mną.
- Nigdy nie myślałeś, żeby znaleźć mi... nową mamusię?
Pomimo czasu, jaki minął, każde nawiązanie, czy chociażby wizyta na cmentarzu, to wielki wysiłek i ogrom walki z samym sobą. Pytania, jakie kierowała jego córeczka, powodowały podobne odczucia.
- Nie, nigdy nie myślałem nad tym. Po prostu za bardzo kocham Twoją mamę, wiesz?
- Przecież jej nie ma... - dziecko nie rozumiało tego, że da się kochać kogoś, kogo pośród nas nie ma. Usiadła na ławeczce, przybierając skupioną minę. Próbowała zrozumieć, co jej ojcu chodziło po głowie. Kimmich przykucnął przed nią, chwytając jej rączki.
- To, że jej nie ma pośród nas, nie oznacza, że nie ma jej o tu - dotknął palcami miejsca, gdzie dziewczynka miała serduszko - albo tu - dotknął jej główki. - Twoja mama i brat zawsze będą w naszych wspomnieniach. Dlatego Tobie o niej opowiadam, żebyś nigdy o niej nie zapomniała.
- A Leon?
- Sam nie byłem w stanie go poznać...
2031
- Dlaczego ciągle coś przede mną ukrywacie?! - ryknęła Lena, wpadając jak burza do salonu. Debora i Joshua momentalnie zamilkli. - Dlaczego tak nagle urywacie rozmowę, kiedy się pojawiam? Dlaczego nie chcecie nic mi powiedzieć o tym, co stało się z mamą? Nie mam pięciu lat!
- Lena, córciu...
- Nie, tato! Ile mogę czekać na to wszystko? Rozumiem o wiele więcej niż wtedy, kiedy zbywałeś mnie, odpowiadając „mamusia z Leonem patrzą się na Ciebie z góry”. Myślisz, że nie pamiętam, jak reagowałeś na te pytania? Dość tych kłamstw! Nie zniosę ich więcej!
- Lena, uspokój się! - wyskoczyła Debora, obdarzona przez swojego brata wrogim spojrzeniem.
- Lena, spokojnie. Sama widziałaś, jak wówczas reagowałem. Pomimo upływu lat to wszystko nadal jest dla mnie czymś ciężkim, wiesz?
- Z ciocią jakoś umiesz o tym rozmawiać!
- Skąd wiesz, że akurat o tym?
- Myślisz, że nie słyszałam?!
- Odetchnij głęboko - Kimmi był nieprzerwanie spokojny. Cóż, praca z młodzieżą Bayernu uczy go jeszcze większej pokory niż prawie dwadzieścia profesjonalnej lat kariery. - Nie, nawet z Deborą nie rozmawiam o tym. Ale nieważne, nie będę Ci się z niczego tłumaczył. Obiecuję, opowiem Ci tę historię. Wszystko, absolutnie wszystko. Ale nie teraz.
- To kiedy?
- Co powiesz na dzień swoich osiemnastych urodzin? Ta data jest... dość symboliczna.
Panna Kimmich odetchnęła ciężej. Dobrze wiedziała, czemu – osiemnasta rocznica śmierci matki i brata...
- Dobrze - ostatecznie uległa, w głowie odliczając już dni do tego dnia.
nikt nie spodziewał się, że w taki sposób będę kontynuowała historię Josha, co nie? :v
chociaż to opowiadanie ruszy dopiero po Magnetisch, to już zapraszam Was na początek, miłego czytania! x
JAK NA TO CZEKAŁAM OMG YOU MADE MY DAY ❤❤❤❤❤❤ Już chce 1 rozdział ❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńJestem!
OdpowiedzUsuńNo, kochana, bardzo fajny prolog. Powiem szczerze, nieźle mnie teraz nim zaciekawiłaś. Nie spodziewałam się w ogóle nowej historii spod twojego pióra. Podziwiam, że dajesz radę ogarniać tyle opowiadań na raz.
Tak swoją drogą, znajome twarzyczki widzę z bohaterach ^^
Weny, buziaki :**
O boże, juz po samym prologu jestem pewna, ze to opowiadanie bedzie z a j e b i s c i e dobre i ciekawe, bo zaskoczyl mnie ten poczatek szczerze mowiac i jestem ciekawa co bedzie dalej!
OdpowiedzUsuń